mainard @ myspace
mainard @ last.fm
mainard @ slsk

2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
marzec
2008
wrzesień
czerwiec
marzec
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
styczeń
2006
listopad
październik
czerwiec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec


WWW:
Moje oblicze - mój mord na sztuce pisania
Black Page - najczarniejsza
z czarnych stron
Nigel - another great hero
Independent - skarbnica
NNK - intelektualna
masturbacja
AntyRadio94 - Rock:On Męska sprawa
Axis of Justice - 'Know Your Enemy'
Dissectional - 'Right-brain' StrongBad - and da Cheat... Activ Rock Show - Need I say more?
Radio Io Ambient - 64 kb/s
Warp Rec. - Autechre, Aphex Twin, Boards of Canada, Mira Calix, Nightmares on Wax...
The Devil Doll sect - 'And the monstrous is just the different'
Regnyouth - 'Nazywam się Soprano...'
Maharishi Gandharva Veda - 'The Ethernal music of nature'
Happy Tree Friends - Coś dla naszych miluśińskich...
Ill Will Press - Stygmatooka wiewiórka...
Fat Pie - Spoilsbury Toast Boy and Salad Fingers


Inne światy:
Adomas
Agnieszka
Allegra
Amber
Anastas
Anouk
Bestet
Beretta
Binturong
Cotti
Daebian
Grapas
Grima
Idź-się-utop
Irulana
KamienieNagrobne
Koci Wymiot
Kot Behemot
Looki
Nigel
Okaerinasai
Oliveczka
Osa Dri(A)dowska
Osobowe
Poprostu Ja
Shirin
Stabar
Sunset
Vanessa
W-Pracowniach
Wirnik
























Firefox 2








"On the second day of Christmas my..." ... my mind play's tricks!

As always on Boxing Day (well, it's not really Boxing Day, since it is Saturday, init?), I'm talking to the dead. "On my own, hour after hour...", while they stay silent. A., M., P., those who I miss the most. Prawdziwe samobójstwo to takie, o którym wszyscy dowiadują się za późno. Wszelkie inne, to tylko żałosne, beznadziejne próby zwrócenia na siebie uwagi. Dopiero teraz zdałem sobie z tego sprawę! Trzy razy przeżywałem (sic!) własną śmierć i trzy razy przeżyć musiałem śmierć osób mi bliskich... I nie wiem co jest grosze: "słyszeć" głosy zmarłych i widzieć ich twarze pod zamkniętymi powiekami, czy nec temere, nec timide, szeroko otwartymi oczyma patrzeć, jak w lustrze własne odbicie podrzyna sobie gardło brzytwą... w zupełnej ciszy ("And I alone shall stand in judgement of the mirror held before me")! In the end, all that's left, is to read those favorite books, play those favorite records ... and then become a sad memory in the minds of the few. I guess I'm paying the price... for treason, treachery, betrayal? I'm settling my bill for still being on this ride, while they got off it a long, long time ago. And it's not the same without them ("Ale cóż! Śmierć jest niczym dla ludzi takich jak ja. Przyznaje im słuszność."). Tak naprawdę, z moich przyjaciół, pozostał tylko Snupster. Inni "odeszli". Reszta? Większość z nich wyczerpuje cechy gatunku, a jednak trudno uważać niektórych z nich za ludzi; niektórych z nich uważałem kiedyś za swoich przyjaciół, resztę nazywam kumplami ("rusza pierwszy oddział ślepych", czarne kundle, chcące być szarymi wilkami i "misiowie puszyści") . So yesterday he and I, we walked through our old street ("w duchocie gnijącego śniegu"), getting hostile in people we had known fucking faces, "'cause not everybody here is scared of you, not everybody passes on the other side". Marking the trail with beer caps, talking to old mates down on the school football field, chatting with some girls on a bus stop, searching for a opened bar or pub, trying to find something worth talking about while stopping to light up a fag. But there was nothing. It's funny how your friends can become total strangers to you... and today he left for home, 'cause this isn't his home anymore! Człowiek buduje dom u podnóża góry. Urządza się w nim tak, jak myśli, że będzie mu wygodnie. Myśli, że jest szczęśliwy. Pewnego dnia jednak wchodzi na sam szczyt. Spogląda w dół i z wysoka widzi jaką marną konstrukcję stworzył, jak beznadziejna jest jego samotnia! Nie może już wrócić! Nie może wrócić wiedząc, że nigdy nie był tak naprawdę szczęśliwy i że tam, na dole, nie ma szans, by zaznać szczęścia. Jedyne wyjście do rzucić się w przepaś po drugiej stronie wzniesienia, gdy nie można na nim zostać... samemu. Jedno przebudzenie ze złego snu czyni z człowiekiem to, co cały dzień złych doświadczeń... A po to trzech koszmarnych snach w ciągu jednej nocy? Nie wie się, czy jeszcze się śni, czy już obudziło. Death driven. Death trippin'. Nie ma jeszcze 16, butelka wódki jest już w 2/3 pusta, a ja nawet nie czuję się pijany. Rodziciele z babcia siedzą w pokoju obok w milczeniu, w półmroku,  z niebieska poświatą ekranu na twarzach. To straszne uczucie, gdy nie ma się dokąd pójść! Zostają książki, ale wzrok jest zbyt mętny, zostaje muzyka, ale zmysły są przytępione. Nie zostaje więc nic, prócz obietnicy przyszłego tygodnia (but that's after those few empty days to come, when the clock tic's but does not toc)... Tych nocy, gdy czuł będę ciepłotę jej ciała na moich plecach i tych poranków, gdy budzić będę się trzymając Ją w swoich ramionach. A potem? Po Nowym Roku czekają mnie najcięższe trzy tygodnie mojego życia. Moja dwudzieste siódme urodziny mogą być najpiękniejszym ze snów albo najgorszym z koszmarów... Po raz pierwszy składam swój los w czyichś rękach - w Jej rękach! Wierzę, że mnie nie zawiedzie, tak jak i ja zrobię wszystko, by nie zawieść jej!

Joy Division - Dead Souls [Still, 1981]
Rozz Williams - A fire of uncommon velocity [The Whorse's Mouth,1996]


Mainard 2009-12-26 15:55:53 skomentuj (4)

I wanna dance with this fire, cause it's all that I know...

Z lekkim przerażeniem, tuż przed dwudziestą, zdałem sobie sprawę z faktu, że... ostatniego papierosa wypaliłem wczoraj na krótko przed północą! Oboje z Najdroższa daliśmy wczoraj niezły popis naszych możliwości. Wynosząc dziś rano do śmietnika butelki po chilijskim, czerwonym, wytrawnym... Na samą myśl o winie czuję mdłości. Jednym słowem zapowiadają się całkiem trzeźwe święta! Naprawdę zapowiadają się trzeźwe święta, jako że Snupster, po jednym piwie wypitym u mnie, stwierdził, że chce wejść w nowy rok... jako abstynent! Rozumiem go! Rozumie, że trauma ostatnich dni spędzonych u przyszłych teściów ("Takie zadupie, że żeby złapać zasięg neta musiałem stać na jednej nodze po pas w śniegu na środku jakiegoś pola!") odbiła się na jego psysze! Ale naprawdę, żeby zaraz aż tak histeryzować?! Mam nadzieję, że szybko mu przejdzie. Żaden kac (alkoholowy, moralny, etc.) nie powinien trwać dłużej niż dwa dni. W życiu trzeba mieć jakieś zasadny, w życiu trzeba trzymać się jakiś reguł. Mam więc nadzieje, że przed niedzielnym przedpołudniem damy jeszcze w palnik... choćby nawet tylko symbolicznie! Pewnie gdyby nie Snupster w te święta znów wprowadziłbym się w  stan immanentnej, mentalnej psychozy. W zeszłym roku w ciągu sześciu beznadziejnych dni udało mi się przeczytać "Biesy", "Dżumę" i "Proces" (czyli mój prawie coroczny świąteczny pakiet "świątecznych" lektur), co jednocześnie nie przeszkodziło mi zliczyć mega przepicia. W tym roku, dla odmiany, stawiam w święta na... alkohol odpada, prochy też... stawiam na rodzinę! Po całotygodniowej niebytności w domu łapie z Rodzicielami całkiem dobry kontakt. Jeszcze chyba tak nigdy nie było i chcę zobaczyć gdzie nas to zaprowadzi. Coś jak z powrotem synów marnotrawnych do SLD. Kwaśniewski (oh, well...), Miller (what the fuck?!), Oleksy (FUCKING A!), Dyduch (!@#$%^&*)... a za dwa lata będzie: Sztandar Sojuszu Lewicy Demokratycznej wyprowadzić! A ta bliska pięćdziesiątki "młodzieżówka" w postaci Napieralskiego i Piekarskiej przyklaskiwała ochoczo... jak kelnerzy na Tytaniku, gdy juz zabrakło kamizelek ratunkowych. People that stupid should not be allowed to live!  Naprawdę jestem ciekaw, co z tego (moich relacji z rodzicami, nie comebacków w LSD) wyjdzie.
Moje łóżko przypomina lodówkę (i nie chodzi o to, że jest ono kiepskim miejscem do zabaw w chowanego). Po tygodniu zasypiania w różowej poświacie, z której słynie hamburskie St. Pauli, kiedy ostatnim widokiem przed zmrużeniem powiek był ten najczystszej barwy opal jej oczu, perspektywa patrzenia na pomarańcz mich ścian (lub biel sufitu) jest jakaś mało kusząca. To był najwspanialszy tydzień w moim blisko dwudziestosiedmioletnim życiu! Teraz już wiem, teraz już jestem pewien, że ona jest tą, przy której chce zasypiać co noc i przy której chcę budzić się każdego poranka. I teraz już wiem, że musze zrobić wszystko, by tak było! Nigdy w to nie wierzyłem do tej pory, ale teraz czuję, że to naprawdę ostatnia szansa dana mi przez los! Wciąż jakiś głos w mojej głowie powtarza: Spierdolisz to, możesz zakopać się pod ziemię. Skurwysyn ma rację! 


Mainard 2009-12-23 23:25:57 skomentuj (2)

Feel better you bastard!

Nie ma to jak obudzić się po prawie jedenastu godzinach snu na dźwięk sms'a i przeczytać: "Jestem w przebraniu seksownej śnieżynki, że (sic!) podchodzę do Ciebie i sięgam po Twoją laskę mój Mikołaju. Dalej? Wpisz SNIEZKA na 71..." (nie będę skurwysynom robił reklamy!). Świąteczny nastrój udziela się widać nawet mojemu operatorowi! Oczywiście zanim dobrnąłem do rzeczonego "Dalej?" zacząłem się zastanawiać, od kogo to może... Zaspany byłem - to mnie usprawiedliwia! Poszedłem dalej spać... nie "uspałem" wiele... Telefon od Sis. Koniec końców moje ostatnie zdanie brzmiało: Albo mówisz mi, co chcesz dostać pod choinkę, albo lądujesz z kompletem kosmetyków 50+. Tym i innymi sposobami wiem juz kto co chce na gwiazdkę... Teraz musze tylko znaleźć kogoś, kto za to wszystko zapłaci. Na dobrą sprawę obudziłem się dopiero godzinie później, po smsie od Najdroższej... Grzane piwo z imbirem leczy wszelkie dolegliwości przeziębieniowe! Ciekawe co leczy kaca po czterech piwach z imbirem... i trzech-czwartych butelki Tore Negro, którymi próbowałem "zabić" posmak imbiru w ustach? Wszystkie moje plany na ten weekend wzięły w łeb. Grill u Ali nie doszedł do skutku (tak, tak - grill! w grudniu... ale w przeszklonej altanie, więc...), Magda... Zadzwonić i powiedzieć: Cześć, co słychać, może byśmy tak na jakąś kawę / obiad... - ani ona by na to nie poszła, ani ja bym tak nie zrobił. Kotek w domu u rodziców... to pierwszy weekend od pięciu tygodni, którego nie spędzamy razem! A jednak myślę, że jakimś cudem go przeżyje, skoro do końca weekendu nie zostało jeszcze tak długo (tęsknię jak pies, ale też już dawno nie czułem się tak dobrze będąc sam na sam ze sobą, bez potrzeby uciekania się do onanizmu, ketaminy i prochów przeciwbólowych). Jeszcze przedwczoraj wieczorem ułożyłem na stoliku całkiem pokaźną piramidę książek, które miałem przeczytać (we fragmentach, ale też w całości) w ten weekend... na zajęcia, ogółem na studia ("można by powiedzieć" - zaczyna mi tego skurwiela brakować - dla siebie!). Teraz zastanawiam się, którą z nich zabrać na wtorkową podróż... chyba dołożę do tej sterty tom opowiadań Lovecrafta - ułatwi mi to wybór przy jutrzejszym pakowaniu. Poza tym, to idealna lektura na czterogodzinną jazdę pociągiem! Generalnie weekend mogę uznać za - póki co - udany! Udało mi sie przez blisko dwadzieścia cztery godziny nie wstawać z łóżka. Kiedy nie spałem, oglądałem kolejne odcinki Seinfeld'a na YouTubie, dmuchałem w szklankę z gorącym Żywcem, udało mi się nie palić cały dzień... Myślałem, że pociągnę dłużej, ale niestety, gdy wstałem z łóżka dzisiejszego przedpołudnia, czar prysł. Naprawdę jestem pełen podziwu dla ludzi, którzy pija kawę nie paląc szlugów przy tym (w tym i dla tych  w ogóle niepalących)! Jeśli o mnie chodzi, to bez szlugów nie ma nawet sensu czajnika włączać. Generalnie myślałem, że tylko mój weekend będzie... no, nie bójmy się tego sowa - zjebany! Niestety, Najdroższa też nie ubawiła się po pachy, gdyż jej czynności życiowe ograniczały się do... To było naprawdę urocze, ale pozwolę sobie zachować to między nami. Jest Niedziela, za kwadrans czwarta, mój wierny kompan na ten weekend - termometr - wskazuje 36.9... Jeszcze jedna kreska i bez spoglądania w kalendarz będę wiedział, że święta tuż tuż! Jak jeszcze nigdy, nie mogę się doczekać! Nie mogę się doczekać, kiedy Snupster wróci na święta; "Wigilia to tak wiesz, tradycyjnie, ale  w pierwszy dzień świąt, to chyba znajdziemy kilka otwartych knajp, co?"... Ale to dopiero za trzy, kurewsko długie tygodnie. W między czasie jest sto pięćdziesiąt rzeczy, które powinienem robić: napisać do przyszłego, potencjalnego promotora, napisać do obecnej, potencjalnie byłej promotor, zastanowić się nad treścią publikacji naukowej... dziedziną i tematem tejże (tak, chyba w tej kolejności będzie lepiej), odbyć kolejną podróż służbową, której przyczynę mam nadzieje podadzą mi na miejscu, odebrać dwa długi (w ten, czy inny sposób; to się naprawdę skończy na palniku i obcęgach!), znaleźć jakąś pracę, by nowego roku nie zaczynać od stawienia się w okienku w Powiatowym Urzędzie Pracy... Tak, jutro na pewno nie jest najlepszym dniem, by zacząć układać sobie życie... Ale też jeśli nie jutro, to nie pojutrze i na to nie ma nigdy dobrego dnia! So... A każde moje działanie, czy solenne opierdalanie się bez wyrzutów sumienia, czy podręcznikowa wręcz (rozdział o depresji) nadaktywność, są tylko odwróceniem uwagi od tego, że Ona tam, ja tu... i jeszcze długo, długo się to nie zmieni... jeśli kiedykolwiek. Miłość jest jak drzazga pod paznokciem małego palca u stopy - czego by nie zrobić, człowiek zawsze gryzie się potem w rękę. Ewentualnie: Miłość jest jak przytulanka z dzieciństwa - znajdujemy ją po latach na strychu / w piwnicy, tulimy sie do niej co noc i roztocza nie czują się już samotne. Albo: Miłość jest jak sweter, który kupiliśmy sobie w secondhandzie na poprawienie humoru - nosimy go, bo czujemy się wtedy lepiej, a dermatolog nie nudzi się w swoim gabinecie... Lub: Miłość jest jak mebel z Ikeii - kupujemy, mamy frajdę przy składaniu, a potem w dupę wchodzi nam jakaś drzazga! And so on, and so on... What the hell else am I gonna say, that love hurts? Everybody knows that, or is going to find out! Naprawdę tęsknie jak pies za swoja panią, która dawno nie drapała go za uchem... 

Tool - Stinkfist [Aenima, 1996]


Mainard 2009-12-06 16:01:36 skomentuj (6)

Postanowienia noworoczne... na początku grudnia...

Przebudziłem się z koszmarnego snu o szóstej rano, w swoim pustym, dziwnie obcym łóżku... Obcym, bo przecież to, które jest mi bliskie, nie jest puste i zawsze już chciałbym zasypiać w nim i budzić się. Ten najgorszy z koszmarów, który śniłem nad ranem, jest po prostu jednym z możliwych scenariuszy przyszłości. Cały rozedrgany, uspokoiłem się dopiero na widok niknącej we mgle zatoki tuż przed wschodem słońca, spacerując z psem po plaży. Powinienem czuć niewyobrażalne zmęczenie tym wszystkim, co dzieje się wokół mnie. W efekcie, jedyną kwestią godną rozważenia byłoby, którym autobusem odjechać, w która stronę, na jaki kolejny dworzec, z podręcznym bagażem i pieniędzmi w kieszeni... a potem na następny i następny... aż po sam kres. A jednak czuję, że dziś, jutro - gdybym się odważył - popełniłbym największy w życiu błąd. Więc ani dziś, ani jutro... Od wczorajszego poranka czuję tę nietzscheańską wolę, ten popęd. Po żebrami uruchomiły mi się te tłoki, których rozruch prowokowałem zaciskając pięści stając przed przeciwnikiem. Teraz nie staje przed nikim. Tę walkę będę musiał stoczyć sam ze sobą. Do tej pory wszystko przychodziło mi łatwo, za łatwo! Muszę włożyć trochę więcej wysiłku we własne życie. Tylko w ten sposób możliwe jest osiągnięcie jakiejkolwiek satysfakcji! Niedocenia się tego, co podane zostaje nam po prostu na tacy, tak jak nie docenia się tego, co po prostu wydarza się samo, bez naszego wysiłku, przy biernym udziale, bez zaangażowania, bez walki! Dopiero to, co okupione potem, krwią i łzami, co przesiąka nami, staje się nasze i nikt nam tego nie odbierze; tylko to, co wywalczymy ma jakąś wartość! Koniec ze snuciem się po mieszkaniu z niezapalonym papierosem w ustach, szukając czegoś.. samemu nie wiedząc czego; czegokolwiek! Czegokolwiek, czym można by zająć się na kilka chwil, gdy czas nie chce płynąć, a odliczanie minut, godzin, staje się iście masochistyczną pasją. Muszę do niej dorosnąć, dojrzeć! To słodkie szaleństwo nie trwa jeszcze nawet miesiąc... od tego pierwszego przedpołudnia, które zmieniło się w popołudnie, wieczór dalej noc i poranek. Ale wiem jedno: Nie chcę by to się skończyło! Muszę zrobić wreszcie coś dla siebie, robić coś dla Niej, robić coś dla Nas obojga! Doktorat z filmu (czterech filmów, na razie), o skinheadach w amerykańskiej kinematografii (jeśli ktoś może podać jakiś tytuł, gdzie ten wątek był poruszony, to będę wdzięczny!). Jakaś normalna praca, która pozwala spać w nocy i budzić się o poranku. Okiełznać mój fuckng hostile atittude w stosunku do tych, których nawet nie znam. Przyłożyć się wreszcie do treningów. Naprawić to wszystko, z czym mi samemu jest źle, a na poprawienie czego nie znajdywałem do tej pory wystarczającej motywacji... Stać się wreszcie motywacją dla Niej; motywacją, którą przecież nie jestem i tylko jako zlepek złych doświadczeń nie mogę być! Przyszłość jest dla Nas niepewna. I nawet, jeśli za dwa miesiące Ona podejmie inną decyzję, niż ta, której pragnę, już jako ktoś inny spakuje swój podręczny bagaż i jedyne co mi pozostanie to znalezienie sobie miejsca, gdzie zacząć będę mógł od początku; o wiele łatwiej jest znaleźć sobie miejsce jako ktoś inny, niż miejsce, w którym dopiero można stać się kimś innym.  

"Joey puts her make-up on really well
She looks cool in the flashing lights
And all the boys gossip about the shape of her legs
On these muddled up and drunken nights
And if it's all got to end up between the sheets
She can coo like a virgin dove
But really she just doesn't want to be alone
And if you want you can call that love

M6 southbound roadside cafe on a wild wet and windy night
There's a kid in a sleeping bag huddled in a corner, trying to beg a light
He's got mum and dad tattooed on his arm
From when he thought that that would make it alright
He's got hope and fear on his young boy's face
Another innocent taking flight, saying

Ch: Give me some place that I can go
Where I don't have to justify myself
Swimming out alone against this tide
Looking for family looking for tribe

They said go, get out, we've got our own lives to lead
Now that water is thicker than blood
And every house is divided into single flats
With their very own little welcome rug
The shopping mall it is teeming with life
Fighting for the goodies on the shelf
But there's those funny old people on the escalators
Talking to themselves, saying

Ch: Give me some place that I can go
Where I don't have to justify myself
Swimming out alone against this tide
Looking for family looking for tribe

Well I survive on my own for a while or so
Upon a whim or a bottle of wine
Just trying to make sense of these new surroundings
I only changed my name a couple of times
Please take me back Joey, I'm really sorry
Can we try to make a happy home?
But she's gone with someone else and they're starting a family
Trying for a clan of their own, so

Ch: Give me some place that I can go
Where I don't have to justify myself
Swimming out alone against this tide
Looking for family looking for tribe"

New Model Army - Family [Thunder And Consolation, 1989]


Mainard 2009-12-04 09:26:04 skomentuj (2)

A temat... A temat to na tablicach w szkołach piszą słabo opłacani nauczyciele. O!

Na bank dziś urosłem w czyichś oczach. Dla odmiany, nie tylko w swoich! Drugi (po "Panu Bogu") ugościł mnie na audiencji. Z mokrą plamą na krawacie (bo oczywiście musiałem iść na obiad przed i oczywiście upierdoliłem się jak dziecko!), w koszuli, której nie przedstawiłem jeszcze żelazku i marynarce, która przejechała ponad tysiąc kilometrów w walizce, a która udało mi się wygnieść dopiero dziś jadąc tramwajem, rozparłem się  fotelu, noga no nogę, wzrok boksera... Rozmowa była krótka. To prawda co mówią, po każdym "ale" ktoś zawsze wyciąga sztylet (czasem jest to misericordia czasem assassins necessity kit!), i tak: "I understand, but I guess this is the way it's ought to be!" - But it's a scam! "But we have to fulfill our duties! Maybe it is a scam, like you call it, but we too have to answer before someone else ..." - Yes, but does it have to be the public prosecutor? - argumenty nie muszą być zawsze trafne! Wystarczy, że są wymowne. Generalnie ta rozmowa trwająca nieco ponad kwadrans nic nie zmieniła, ale... Była potrzebna. Nie wiem jak panu Ch. ale mi na pewno! Tym sposobem zakończyłem ten długi rozdział. To był ciężki tydzień! Ciężki tydzień dla nas obojga i cieszę sie, że już się skończył... skończył w taki właśnie sposób, a nie inny! Jak Dante przeszedłem przez piekło, czyściec i dalej... aż znalazłem się w jej ramionach, ujrzałem te duże niebiesko-szare oczy, skosztowałem tych wytęsknionych ust. To najwspanialsze uczucie, gdy człowiek budzi się w środku nocy i czuje drugie ciało, ciało kobiety którą sie kocha, wtulające się w jego własne z miłym dla ucha pomrukiem; gdy budzi się i zanim otworzy oczy, przez głowę przebiega ta myśl, że ujrzy się Ją, tuż obok. Zasypiać razem i budzić się obok siebie... Czasem chcę zamknąć Ją w swoich ramionach i ochronić przed całym światem. Nigdy tego wcześniej nie czułem, ale po wczorajszym wieczorze... W życiu nie ma nic za darmo i nic nie jest łatwe. Ale przy Niej nic nie jest skomplikowane, wszystko jest  możliwe, do wykonania... Postanowiłem zmienić temat pracy doktorskiej (przy okazji dziedzinę i promotora). Jedno Jej słowo, że to fajny pomysł, utwierdziły mnie w tym, że robię dobrze... Pięć lat studiów, gdy tylko było to możliwe (a od drugiego roku studiów, prawie zawsze było), pisałem o Gombrowiczu. Ile można?! A "Romper-Stomper", "American History X", "Believer" i jeszcze dwa, może trzy inne filmy o podobnej tematyce, niezbadane, nieopisane... Endless field, on which you can let you invention run loose and go wild! No i moje " In mundo arietum melior lupus est!" (łacinista/łacinistka poszukiwany/a - nie chce wylądować na resztę życia z błędem gramatycznym na łapie!) gotykiem, na prawym przedramieniu to kwestia dwóch godzin i prawie czterech stów... i przemyślenia, w obliczu wczorajszych Jej słów "Będziesz wyglądał jak kryminalista" ("Boots and braces,  shaven-headed hoards". Generalnie już wyglądam, ale... Tak jakoś... Teraz sam już nie wiem!
Były K. z byłej p., pyta się mnie "I co dalej?"... To smutne trochę, jakby na to nie spojrzeć! Dmuchałem w kubek z kawą zastanawiając się, czy poza zadzwonieniem do studia tatuażu, odebraniem kart kredytowych, poza obiadem, spacerem z psem, obejrzeniem filmu, zadzwonieniem do pobliskiej pizzerii i otwarciem dwóch butelek Grolscha... prysznicem, porannym treningiem i jutrzejszym spotkaniem z M. na kawie przed zajęciami... Mam mu o czym opowiedzieć? A dalej, panie J., skupiać będę się na tym, by nie stracić kobiety, którą kocham, robić wszystko by była szczęśliwa. How's that for a life goal?  

7 Seconds - Skins, Brains & Guts [Skins, Brains & Guts, 1982]
Minor Threat - Good Guys (don't wear white) [Salad Days, 1985]
Skrewdriver - Boots & Braces [Boots And Braces / Voice Of Britain, 1990] 


Mainard 2009-11-30 21:24:59 skomentuj (2)

{smscontact}